Rozkład natury człowieka na czynniki pierwsze spędza mi sen z powiek. Nie są to jednak powieki studenta pierwszego roku psychologii, który wszem i wobec ogłasza, że oto rozpoczyna pierwszy etap drążenia precyzyjnej dziury w ludzkim ja. Zdecydowanie bardziej pociągająca jest obserwacja z ukrycia oraz publikacja wyników analiz na łamach własnego jestestwa.
Tramwaj. Duo zafajdanych zboczków to facet z wózkiem i jowialny dziad. Na przynętę wystawia się modna licealistka, na pierwszy rzut oka arcymistrzyni w materii naiwnej głupkowatości.
Dziad pierwszy. Klepie się z zachętą po udzie, mówi, by usiadła, bo co tak będzie stała. Normalnie w takich sytuacjach przesranka na dzielnicy, jednak nie tutaj: dziewuszka śmieje się i dokazuje, że nie, ona cały dzień siedziała, bo z podróży.
Na te słowa facet z wózkiem – na uroczej pozycji tatusia z dzidziusiem – podchwytuje temat i niesie go w nieznane: z podróży? a skąd? a walizka taka duża, to pewnie długi urlop. Słowem, jeden z tych celebrytów, którzy trafiają na pierwsze strony gazet z czarnym jak smoła prostokącikiem na oczach.
Po co się odzywają? Dlaczego zaczepiają obcą osobę? Są z innego świata? Nie rozumieją, że nieznany człowiek to niegodny zaufania, protekcjonalny potwór? Że kiedy ktoś idzie za tobą wieczorem na pustej ulicy, chcesz biec, bo już czujesz nad sobą przytępiony toporek?
Na odchodne dziad klepie się po udzie, sepleni coś o miłej pani, gdy modnisia wysiada w chichotach i pąsach. Mam szczerą nadzieję, że to nie jest jej przystanek – że musi uciec, zanim puści pawia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz