2011/01/04

przełom

Wiem już, czego chcę, wiem już, czego nie – podśpiewuje przy ognisku Patrycja M., córka swego ojca, poszukiwana w pięciu emiratach arabskich za kopiowanie bardziej utalentowanych koleżanek. Cieszę się, że Patrycja wreszcie zrozumiała, pojęła i ogarnęła. Życiowe gniazdko ze szmatek i śliny nareszcie przestało niszczyć jej skórę.

Tak jak w życiu Patrycji, i w naszym następuje mistyczny coroczny przełom. Woda do zmywania garów wydaje się cieplejsza, RMF puszcza same dobre kawałki, maleje chęć masowego morderstwa grupy studentów cisnących się w przejściu między przedziałami, toczących rozmowy na temat Rumunów i cycków swojej koleżanki, denaturat poczyna rozlewać się w trzewiach słodko jak zmrożona Finlandia Cranberry.

Naturalnie tylko czekać na kopa w dupę od losu. Jednak nie ma co marudzić: trzeba się cieszyć i czynić noworoczne postanowienia. Wyjadę stąd, kochanie, wyjadę bardzo, bardzo daleko. Znajdę sens i pracę za osiemset tysięcy pesos.

Białe morskie ptaszyska szaleją nad głowami, Bałtyk zamarza i taje. Przełomu nie będzie, ale się nie przejmuj.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz