Czekając na autobus, za moimi plecami, za ogrodzeniem jakiegoś warsztatu samochodowego, dwa z trzech wilczurów stojących na straży zaczynają wyć wilczo, a ja zastanawiam się, co je do tego skłoniło. A one w sekundę wyłapały sygnał - syrenę, do czasu dla wszystkich powszednią.
P. Larkin, "Karetki"
Kluczą, zamknięte szczelnie jak konfesjonały,
Przez miast głośne południe; nie odwzajemniając
Żadnego z pochwyconych w locie spojrzeń, pędzą.
Herb na tabliczce, jasna, połyskliwa szarość:
W stosownym czasie każdą ulicę odwiedzą,
Przy każdym krawężniku będą parkowały.
Wtedy dzieci, siedzące na jezdni czy schodkach,
Lub kobiety, spieszące ze sklepu do domu
Przez opary kolejnych obiadów, na moment
Widzą, u szczytu noszy i czerwonych koców,
Czyjeś ludzkie oblicze, białe i szalone,
Niesione przez ulicę, wciągane do środka.
I wówczas czują ową pustkę, rozwiązanie
Kryjące się pod każdym naszym czynem; nagle
Przez sekundę pojmują to całkiem, bez reszty,
Tak puste i prawdziwe, i nieodwołalne.
Drzwi zatrzaśnięte, nikną. Wtedy szepcą: „Biedny
Facet”, żaląc się raczej nad sobą niż nad nim.
Zaś wokół wiezionego w znieczulonym, drętwym
Powietrzu, zatrzaskuje się gwałtownie strata
Czegoś, co z wolna zbliża się do swego końca.
A to, co się splatało w nim przez długie lata,
Jedyna, przypadkowa mieszanka, łącząca
Rodzinne koligacje i mody, te więzy –
Zaczyna się nareszcie rozluźniać. Odległa
Od zwyczajowych wymian miłości na kłamstwa,
Nieosiągalna wewnątrz klitki, przepuszczanej
Poprzez rozstępujące się na boki auta,
Sprowadza coraz bliżej to, co wciąż ma nadejść,
I zaciera w oddali wszystko, czym jesteśmy.
tłum. J. Dehnel
moc :3
OdpowiedzUsuń