Autobusem 110 ludzie odlatują. Wsiadając do 110, wsiadają na pokład, rozpoczynają swój pierwszy lub kolejny tani lot.
Nie ma chyba w Gdańsku bardziej przygnębiającej i radosnej linii komunikacyjnej. Ci, którzy o 5 rano wystawali w mrozie na przystanku, czekając na współczesnego Charona, potwierdzą. Ci, którzy wracali skąd-bądź po latach czy dniach zresztą też.
Podobno liczby coś w sobie kryją. Jeden-jeden-zero. Doskonałość-doskonałość-chaos.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz