2011/03/01

pustynia cukru

Podobno zima się skończy. Śnieg wsiąknie w ziemię, ukazując skarby: przebiegle pozostawione na trawnikach kupska futrzastych pupili, śmieci, które nie znalazły drogi do recyklingowego obiegu. To nie tak, że wszędzie widzę syf. Tak po prostu będzie.

Naturalnie, obudzą się kwiaty, zwierzęta, zielone i kolorowe istoty, deszcz będzie coraz cieplejszy, a słońce nad pustynią silniejsze. Nie dać się zwieść wiosennej wacie cukrowej to nie lada wyczyn. Zegarki na wielkich srebrnych bransoletach, gust muzyczny taboretu, galeria bałtycka i emo młodzież kopiująca zachodnie trendy sprzed stu lat – nie spłyną do rynsztoka wraz z pierwszą odwilżą.

Na pustyni karawanę spotkasz raz na dwa tygodnie. Tutaj co chwila karawany pogrzebowe suną niezwłocznie i w bardzo istotnych kierunkach, wlokąc na pace osobowości, poczucie humoru, dystans, umiejętność inteligentnego milczenia, poszanowanie własnej dupy, poetyckie wartości i pierwotne instynkty. Ptaszki śpiewają, że skowronek odwali w tym roku kitę ze smutku, bo nikt go już nie słucha.   

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz