Młoda pani pokazuje się światu, gładka i piękna. Spowijają ją odcienie granatu i szarości, ziarnistość. Światło pada prosto na jej twarz.
- Panią przefiltrowano. Przemielono panią i wepchnięto w kiszkę, że teraz jest pani lśniącą kiełbasą, a nie jakąś tam świnią.
- Tak, tak, chłopcze. Nie martw się, to dla mojego zdrowia.
- Pani bez filtrów ma pryszcze i oczy o brzydkim kolorze.
- Wiem, wiem, chłopcze. Nie martw się, tego nie widać na zdjęciu.
- A świat za panią nie jest granatowy. Jest też raczej zwarty, skądże ta ziarnistość?
- Z dupy, chłopcze. Nie wnikaj, nie pytaj. Tak jest lepiej. Muszę chwytać dzień, póki nie jestem staruchą, której nikt już nie chce robić zdjęć.
- Ale to zdjęcie zrobiła sobie pani sama. Widać ramię ciągnące się z górnego rogu.
- Spieprzaj, gnojku. Z ramienia jest modnie.
- Pani się boi samej siebie, swojego ja. Co by powiedział Coelho?
- Widzę się też w czerni i bieli. Widzę się w różu, choć w różu niebezpiecznie jest się pokazywać. Widzę się na tle oceanu z wiatrem z suszarki we włosach, z kokosem z targu w rękach, z moim mężczyzną w białej koszuli,
opalonego
jak grecki
bóg
wojny.
nie ma pani, stała się pani przeźroczysta jak pani piękno – i to na długo zanim ktokowliek to pani powiedział
OdpowiedzUsuńpodobno nie ma też muzyki/wszyscy robią dla kasy/ani koszykówki/wszyscy robią dla kasy/ani futbolu/wszyscy robią dla kasy
wszystko
patrząc w oczy pogrobowcom Fukuyamy