2010/12/13

filozofia puchatych czap

Nie ma nic gorszego niż filozofia. Nic gorszego nad poznawanie cudzego zdania, widzimisie, słów spisanych w narkotykowych oparach, nad szklanką denaturatu czy talerzem zieleniny.

Ktoś niedawno próbował mi wmówić, jakież wartości niesie ze sobą poznanie zdania innych – przemyśleń, wniosków i spojrzeń na świat – jako że to rozwija, więc człowiek wykształcony nie powinien cechować się w tej materii ignorancją. Wszystko dlatego, że niejaki Osho zrobił (tej osobie) z mózgu gumofilca już po dwóch rozdziałach jednej ze swoich ksiąg objawionych. Ten sam to Osho, który woził się royce’ami, gardził biedotą, lubił drogie dziwki i bredził o wolności w poczytnym tonie kontrowersji.

Miło, że tyle zagubionych owieczek pragnie marnować czas na zgłębianie wymysłów innych zagubionych owieczek – będzie więcej cennego czasu dla mnie, przestrzeni na chodniku.

Tymczasem aktualną filozofią kobiecej części miasta jest puchata czapa, jakbym trafił w zimne serce Moskwy. Kto nosi kaszkiet, nie jest wykształcony, kto nosi beret, nie jest rozwinięty. Odpadną wam uszy, złapiecie grypsko, wyklną was sąsiadki, odrzucą młodzieńcy.

2 komentarze:

  1. względy praktyczne, bo w Moskwie wiedzą co to mróz,
    my też już wiemy !!!

    OdpowiedzUsuń
  2. bez żadnej filozofii

    OdpowiedzUsuń