Ludzie wokół mają problemy. Małe apokalipsy, piąstki trzymające za gardło, kolce w trampkach, zgagi moralne i obstrukcje mentalne spowodowane mnogością wyjść, możliwości i obejrzanych seriali o miłości.
He Pah Wo, kronikarz chińskiej dynastii Shang, na kartach księgi pisał:
Cesarz, zebrawszy ze swoimi córkami wczesne liście wiśni, by parzyć z nich napój, nabawił się kokluszu, a schodząc z białego od kwiatów urwiska skręcił nogę w kostce. Przekonany, że umrze, kazał ściąć wszystkie drzewa wiśniowe i rozdać wieśniakom na opał. W drzewach wiśni bowiem ujrzał przyczynę swojej mającej nadejść śmierci. W kilka dni później pałac spłonął doszczętnie od drew porżniętych drobno, ułożonych wokół murów. Lud obalił władcę, który zresztą dzień po karczowaniu ozdrowiał cudownie i płakał nad wiśniowym lasem. (...)
Christy Brown z „Mojej lewej stopy” też miał problemy – inne niż ludzi z pierwszego akapitu i cesarza, który nie istniał. Kazał braciom zdemolować pub, bazgrał kredą po ziemi i ostatecznie miał to w dupie. To znaczy chyba był szczęśliwy.
mieć w dupie znaczy być szczęśliwym? myśl wymagająca głębszego zastanowienia.
OdpowiedzUsuńignorancje bywa zabawieniem, drogi Anonimowy. jak nie masz co robić, pogrzeb w nosie. ktoś kto nie miał nic w dupie, nie rozumie, jakie płynie z tego szczęście. chcesz się bić? tu i teraz. zawsze jestem w formie. wydajesz się być filozofem. odejdź w pokoju.
OdpowiedzUsuń