Kofeinizacja społeczeństwa - pisał Marcus Lloyds, profesor Uniwersytetu Stanu Michigan - sięgnęła zenitu pod koniec wieku XIX. Potem było już tylko gorzej.
Gdyby poczciwy staruszek (i kolekcjoner ołowianych figurek zakochany w Andersenie) żył do dziś, dysponowałby zapewne pokaźną listą tego typu zenitów i ich przekroczeń. Obok kofeinizacji pojawić by się mogły amerykanizacja, kastracja mentalna, bezguście, zakupizacja, blogizacja, poetyzacja, alkoholizacja, czy szeroko pojęta dupodawacja. Oczywiście, zacny członek stanowego ciała pedagogicznego nie zyskałby dzięki temu nic, prócz etykiety moralizatora i ilościowej zwyżki swoich nic nieznaczących publikacji z dziedziny socjologii.
Pijał kawę w ilościach zastraszających. Chadzał do galerii handlowych, gdzie z milczącą radością witał klimat świąt bożonarodzeniowych już na początku listopada. Brał nadgodziny i sam sprzątał swój uniwersytecki pokój. Nie miał bloga, ale pisał wiersze. Gówniane.
Nic z tego nie wynika, donikąd to nie prowadzi. Profesor nie żyje, niech żyje profesor.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz