Podróże komunikacją miejską - bardziej owocne w przygody niż niejedna lanserka w krajach orientu - nie przestają mnie rozrywać.
Jadąc do dawno niewidzianego kolegi, wpadłem w jednym z autobusów na grupę młodzianów kibicujących miejscowej prężnej drużynie. Niepomni szaremu, sunącemu gdzieś otoczeniu, roztaczali pozytyw pieśniami - zaczynając od znanej i lubianej "Lechia, Wisła, Drwęca, Odra - każda wspiera tamę bobra", a kończąc na podniosłej "Chyżo do grabi, bracia lechiści - jesień wokół, ileż liści".
Parę przystanków dalej pożegnali się środkowym palcem z pewną starszą panią, która twierdziła, że śpiewają nieco za głośno i zniknęli we mgle.
Mazeł tow, koledzy!
bardzo trafne przemyślenia!
OdpowiedzUsuń