Być może niedługo czeka mnie walka. Przeciwnik się zbliża, łypiąc szalonymi oczyma. Wznosi barykady przed naporem rozsądku, jeszcze cicho nuci pieśń o nowym świecie.
Przeciwnik ma imię to samo, co moje, wygląda jak ja, ale nie jest mną. Patrzy na świat przez krzywe szkiełko, widzi moją żonę, widzi - i nie wierzy. Przyspiesza, łapczywie rozgląda się wokół, liczy minispódniczki, ocenia sylwetkę, kolor oczu, powab młodziutkich sarenek, które nieznajomo pachną i dzierżą klucze do upragnionych wrót wiecznej młodości.
Przyspiesza i widzi moje małe dzieci i pracę nudną, że tego nie zniesiesz. Na mojej głowie cztery siwe włosy i mój brzuch drżący niczym galareta wprawiają go w furię, więc biegnie w odmęty sklepu dla siłaczy, by kupić hantelki. Przywdziewa nerdy i bluzę z kapturem, kremuje lico i wybiela zęby.
Być może niedługo czeka mnie walka z pewną prastarą formą schizofrenii. Tango z samym sobą. Flircik z wiekiem średnim.